Tag: LICENCJA

  • Trening za free, profity na miliardy – potrzebna równowaga między innowacją a prawami autorskimi

    Trening za free, profity na miliardy – potrzebna równowaga między innowacją a prawami autorskimi

    Trenowanie AI na cudzych utworach nie jest w Polsce automatycznie zakazane. Od 20 września 2024 r. prawo autorskie pozwala na eksplorację tekstów i danych (tzw. TDM) – także w celach komercyjnych – chyba że twórca lub inny uprawniony wyraźnie to zastrzegł, a przy treściach w internecie zrobił to w formie czytelnej dla maszyn. Bezpieczną drogą pozostaje licencja. Uważam jednak, że obecne zasady nie zapewniają twórcom uczciwego wynagrodzenia – i o tym też jest ten wpis.

    Wiemy już doskonale, co potrafi sztuczna inteligencja. Coraz więcej firm – od startupów po dojrzałe biznesy – buduje modele w oparciu o istniejące dane. AI na żądanie generuje obrazy, teksty, dźwięki, a nawet kod – z jakością, która pozwala komercyjnie skalować biznes. Ale zanim AI cokolwiek wygeneruje, musi się nauczyć. Na czym? Na cudzych treściach: Twoich i moich. Tysiącach grafik, e-booków, wpisów blogowych, utworów muzycznych i fragmentów kodu dostępnych online.

    Z prawnego punktu widzenia to pole minowe – dlatego ten artykuł powstał jako kompas dla innowatorów, twórców, startupów i przedsiębiorców korzystających z AI.

    Co to znaczy „trenowanie AI na cudzych danych”?

    Modele AI, w szczególności modele językowe takie jak ChatGPT, uczą się na ogromnych zbiorach danych: tekstach (artykułach, książkach, stronach www, dokumentacji technicznej), bazach wiedzy, wypowiedziach z publicznych forów, a niektóre także na dźwiękach, obrazach i wideo.

    Jak daleko sięga prawo autorskie?

    Prawo autorskie chroni utwory, czyli indywidualne przejawy twórczości człowieka – teksty, zdjęcia, muzykę, grafiki czy kod. Nie chroni samych informacji, faktów ani koncepcji.

    Jeśli model trenowany jest na danych, które nie są utworami – na przykład czystych danych technicznych i statystykach – prawo autorskie nie wchodzi w grę. Jeśli jednak używane są teksty z blogów, zdjęcia z Instagrama czy kod z repozytoriów, sprawa robi się poważna.

    Eksploracja tekstów i danych – co mówią przepisy?

    Nowelizacja ustawy o prawie autorskim, która weszła w życie 20 września 2024 r., wdrożyła do polskiego prawa unijne zasady dotyczące eksploracji tekstów i danych (ang. text and data mining, TDM). To zautomatyzowana analiza treści cyfrowych w celu wyszukiwania wzorców, trendów i zależności – a właśnie na tym polega trenowanie modeli AI. Przewidziano dwa wyjątki:

    • Eksploracja na potrzeby badań naukowych (art. 26² ustawy) – dla uczelni, instytutów badawczych i instytucji dziedzictwa kulturowego, takich jak biblioteki czy archiwa, pod warunkiem legalnego dostępu do treści.
    • Eksploracja w każdym innym celu, także komercyjnym (art. 26³ ustawy) – wolno zwielokrotniać rozpowszechnione utwory w celu eksploracji tekstów i danych, chyba że uprawniony zastrzegł inaczej. Przy treściach udostępnionych publicznie w internecie zastrzeżenie musi być wyrażone w formie przeznaczonej do odczytu maszynowego, np. w metadanych lub pliku robots.txt.

    Do tego dochodzi unijny Akt w sprawie sztucznej inteligencji (AI Act). Od 2 sierpnia 2025 r. dostawcy modeli AI ogólnego przeznaczenia muszą mieć politykę przestrzegania prawa autorskiego – w tym respektowania zastrzeżeń twórców – oraz publikować podsumowanie treści użytych do trenowania.

    Warto pamiętać, że to, czy wyjątek TDM obejmuje trenowanie dużych modeli generatywnych, wciąż jest przedmiotem dyskusji prawników i sporów sądowych w Europie. Na dziś przeważa pogląd, że tak – ale z obowiązkiem respektowania zastrzeżeń.

    Kiedy trenowanie AI jest legalne?

    • Masz licencję na wykorzystanie danych do tego celu. To rozwiązanie, które polecam najbardziej. Twórcom należy się zapłata za ich pracę, a odpowiednia licencja to umożliwia i nie pozostawia wątpliwości.
    • Korzystasz z wyjątku TDM i respektujesz zastrzeżenia. Musisz mieć legalny dostęp do treści i sprawdzić, czy twórca nie zastrzegł, że nie zgadza się na eksplorację. Kopie możesz przechowywać tylko tak długo, jak wymaga tego cel eksploracji.
    • Treści są udostępnione na licencji open source lub open content. Sprawdź jednak dokładnie warunki – nie każda licencja pozwala na komercyjne użycie.
    • Dane nie są chronione prawem autorskim. Nie wszystko jest utworem w rozumieniu polskiego prawa.
    • Utwory są w domenie publicznej – trafiają do niej co do zasady 70 lat po śmierci twórcy.

    Jak w praktyce legalnie budować model AI?

    • sprawdź źródła danych i upewnij się, że masz do nich legalny dostęp,
    • weryfikuj licencje, czyli warunki, na jakich możesz korzystać z danych,
    • przed scrapowaniem sprawdź regulamin platformy, plik robots.txt i metadane – to tam twórcy zastrzegają zakaz eksploracji,
    • dokumentuj, skąd pochodzą dane – AI Act wymaga od dostawców modeli przejrzystości,
    • zabezpiecz się umowami z twórcami i dostawcami danych.

    A co z wynagrodzeniem dla twórców?

    Do twórcy należy decyzja, jak jego utwór może być wykorzystywany, i to twórcy przysługuje wynagrodzenie z tego tytułu. Tak powinno być. Tymczasem obecny model działa odwrotnie: to twórca musi aktywnie zastrzec, że nie zgadza się na trenowanie, a jeśli tego nie zrobi, jego utwory mogą zostać wykorzystane bez zapłaty. Tworzenie dzieł – architektonicznych, literackich, muzycznych – to praca, a za pracę należy się wynagrodzenie. To nie tylko kwestia prawna, ale też budowania współpracy opartej na partnerstwie.

    Przepisy wciąż nie nadążają za dynamicznie zmieniającym się światem. Każde pytanie rodzi kolejne: skoro mowa o wynagrodzeniu dla twórców, jak to zrobić bez sporządzania dziesiątek tysięcy umów licencyjnych?

    Udzielanie licencji przez każdego twórcę osobno jest w praktyce nierealne i zniechęca do pracy nad nowymi technologiami. Negocjowanie z każdym twórcą z osobna spowolniłoby rozwój sztucznej inteligencji, a nie to jest celem prawników chroniących zarówno twórców, jak i przedsiębiorców.

    Na rynku pojawia się kilka propozycji rozwiązania tego problemu, na przykład licencje zbiorowe, które wymagałyby uregulowania w przepisach. Zarządzałyby nimi organizacje zbiorowego zarządzania (OZZ) lub inne podmioty pośredniczące, pobierające zbiorczą opłatę na rzecz twórców i przekazujące ją do repartycji. Uważam też, że w razie sporu to na dostawcy AI powinien spoczywać ciężar dowodu, że nie wykorzystał chronionych utworów, a nie na twórcy, że jego utwór został użyty. Tylko takie podejście wyrównuje szanse – po jednej stronie często stoi pojedynczy twórca, a po drugiej potężny podmiot technologiczny z dostępem do kapitału, zespołów prawnych i infrastruktury.

    Prawo wymaga dalszych zmian. Potrzebujemy rozwiązań systemowych, które z jednej strony zagwarantują twórcom godziwe wynagrodzenie za wykorzystywanie ich dzieł do trenowania modeli AI, a z drugiej nie zablokują innowacji. Moje stanowisko jest jasne: za pracę twórców należy płacić. Bez twórców nie ma danych, bez danych nie ma AI. Jednocześnie nie możemy dopuścić, by nadregulacja zatrzymała rozwój narzędzi, które mogą przynieść realną wartość społeczną i gospodarczą. Potrzebujemy równowagi – systemu, który premiuje uczciwe wykorzystanie twórczości bez hamowania innowacyjności. Tylko wtedy AI stanie się technologią budującą przyszłość, a nie narzędziem pogłębiającym nierówności.

    Najczęstsze pytania

    Jak jako twórca mogę zastrzec, że nie zgadzam się na trenowanie AI na moich utworach?

    Przy treściach publikowanych w internecie zastrzeżenie powinno być czytelne dla maszyn – na przykład w pliku robots.txt Twojej strony, w metadanych plików lub w regulaminie serwisu, zgodnie ze standardami odczytywanymi przez roboty. Warto też dodać jasną informację na stronie.

    Czy mogę trenować model na treściach z mojej firmowej bazy?

    Tak, jeśli to Twoje treści albo masz do nich odpowiednie prawa. Uważaj jednak na dane osobowe – do nich stosuje się dodatkowo RODO.

    Czy dozwolony użytek osobisty pozwala trenować AI?

    Nie. Dozwolony użytek osobisty obejmuje korzystanie z utworów w kręgu osób bliskich i nie ma zastosowania do budowania modeli AI. Podstawą może być wyjątek TDM albo licencja.

    Wpis zaktualizowany: październik 2026 r.


    Trenujesz modele AI albo udostępniasz dane?

    Zabezpiecz to umową: w cenniku znajdziesz licencję na dane do trenowania modeli AI i Data Use Agreement.

  • Legalne kopiowanie aplikacji – to możliwe?

    Legalne kopiowanie aplikacji – to możliwe?

    Skopiowanie cudzego kodu bez zgody autora jest co do zasady naruszeniem prawa autorskiego. Legalne są natomiast: korzystanie z kodu na licencji open source zgodnie z jej warunkami, stworzenie aplikacji o podobnych funkcjach bez kopiowania kodu i chronionych elementów graficznych oraz – w wąskich granicach – badanie działania programu i dekompilacja w celu zapewnienia współdziałania systemów.

    Kopiowanie aplikacji brzmi jak przepis na kłopoty prawne. Ale czy zawsze tak jest? Jak zwykle – to zależy. Są sytuacje, w których możesz skorzystać z cudzego kodu bez łamania prawa, a są takie, w których narażasz się na poważne konsekwencje. Wyjaśniam po kolei.

    Program komputerowy to utwór chroniony prawem autorskim

    Zgodnie z art. 74 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych programy komputerowe są chronione tak jak utwory literackie. Ochrona obejmuje wszystkie formy wyrażenia programu – kod źródłowy i wynikowy. Nie obejmuje natomiast idei i zasad, na których opiera się program, w tym idei leżących u podstaw interfejsów. Według orzecznictwa TSUE chronione nie są też same funkcje programu, język programowania ani format plików danych.

    Osobna kwestia to interfejs graficzny (GUI) – czyli to, co widzi użytkownik. Nie jest on chroniony jako program komputerowy, ale może być chroniony jako zwykły utwór, jeśli ma twórczy, indywidualny charakter.

    Oznacza to, że – co do zasady – kopiowanie cudzego kodu bez zgody autora to naruszenie prawa. Kiedy więc kopiowanie jest legalne?

    Licencje open source

    Wielu twórców udostępnia swój kod na licencjach open source, które pozwalają używać, modyfikować i rozpowszechniać kod. Istnieją jednak różne rodzaje tych licencji:

    • Licencje copyleft (np. GPL) – możesz modyfikować i rozpowszechniać kod, ale jeśli rozpowszechniasz program zbudowany na takim kodzie, musisz udostępnić go na tych samych zasadach, razem z kodem źródłowym.
    • Licencje permisywne (np. MIT, BSD, Apache) – dają więcej swobody. Możesz wykorzystać kod także w projektach zamkniętych i komercyjnych, zwykle pod warunkiem zachowania informacji o autorach i treści licencji.

    Zanim użyjesz kodu open source w produkcie komercyjnym, sprawdź dokładnie warunki licencji – złamanie ich oznacza korzystanie z kodu bez prawa.

    Własna aplikacja inspirowana inną

    Nie możesz skopiować kodu ani twórczych elementów interfejsu graficznego 1:1, ale możesz stworzyć aplikację o podobnej funkcjonalności. Funkcje i ogólne koncepcje działania nie są chronione prawem autorskim – chroniony jest konkretny sposób ich zapisania w kodzie i twórcza forma graficzna. Pamiętaj jednak, że niektóre rozwiązania techniczne mogą być chronione patentem, a łudzące podobieństwo do cudzego produktu może być czynem nieuczciwej konkurencji.

    Inżynieria wsteczna (reverse engineering)

    Inżynieria wsteczna to analiza działania programu, a czasem odtwarzanie jego kodu, gdy oryginalny kod źródłowy nie jest dostępny. Pomaga m.in. wykrywać złośliwe oprogramowanie i oceniać bezpieczeństwo aplikacji.

    Polskie prawo dopuszcza ją tylko w ściśle określonych granicach (art. 75 ustawy):

    • osoba, która legalnie korzysta z programu, może obserwować, badać i testować jego działanie, żeby poznać idee i zasady, na których się opiera,
    • dekompilacja, czyli odtwarzanie kodu, jest dozwolona tylko wtedy, gdy jest niezbędna do zapewnienia współdziałania z innym programem i pod dodatkowymi warunkami – nie wolno jej używać do stworzenia programu o podobnej formie wyrażenia ani do innych celów.

    Zakaz inżynierii wstecznej często pojawia się też w umowach licencyjnych i NDA, ale umowa nie może odebrać uprawnień, które daje użytkownikowi ustawa.

    Czego nie robić?

    • kopiować kodu bez zgody autora – nawet jeśli zmienisz kilka linijek, to wciąż może być naruszenie prawa,
    • podszywać się pod cudze oprogramowanie – to nie tylko naruszenie praw autorskich, ale też czyn nieuczciwej konkurencji,
    • liczyć na to, że nikt się nie zorientuje – w świecie IT naruszenia są coraz łatwiejsze do wykrycia, a konsekwencje mogą być kosztowne.

    Kopiowanie aplikacji może być legalne, ale tylko w określonych przypadkach – gdy korzystasz z licencji open source zgodnie z jej warunkami, tworzysz własne oprogramowanie inspirowane innym bez kopiowania kodu lub stosujesz inżynierię wsteczną w dozwolonych granicach. W pozostałych sytuacjach narażasz się na poważne konsekwencje prawne.

    Najczęstsze pytania

    Czy mogę skopiować wygląd cudzej aplikacji?

    Ogólny układ i funkcje – tak. Twórcze elementy graficzne, ikony czy charakterystyczny wygląd – nie, bo mogą być chronione prawem autorskim, a zbyt duże podobieństwo może być też czynem nieuczciwej konkurencji.

    Czy kod wygenerowany przez AI na podstawie cudzego kodu jest bezpieczny?

    Nie zawsze. Jeśli narzędzie odtworzy fragment chronionego kodu, możesz naruszyć cudze prawa, nawet nieświadomie. Warto sprawdzać, czy wygenerowany kod nie pokrywa się z kodem objętym licencją, np. GPL.

    Czy aplikacja zbudowana na kodzie GPL musi być darmowa?

    Nie musi być darmowa, ale jeśli ją rozpowszechniasz, musisz udostępnić jej kod źródłowy na zasadach licencji GPL.


    Zlecasz stworzenie aplikacji albo zatrudniasz programistów?

    Zadbaj o umowę, która przenosi na Ciebie prawa do kodu – sprawdź umowy IT w cenniku.